Ile zarabiają polskie sekretarki-asystentki (i dlaczego…)

Nawiązując do poprzedniego artykułu o zarobkach w tej branży, chcę wyjaśnić, że przyczyny takiego stanu rzeczy są różne i wiele z nich nie wiąże się z tym jak pracujemy, czy jesteśmy lepsze czy gorsze (w kontaktach z naszymi koleżankami zawsze byłyśmy doceniane jako bardzo dobre w swoim zawodzie).

Spis treści

Po pierwsze

Wysokość wszystkich wynagrodzeń jest podawana w ujęciu brutto, a my na co dzień operujemy wynagrodzeniem netto. W przykładach wynagrodzeń w poprzednim artykule ta wysokość wygląda zupełnie inaczej. Wynagrodzenie brutto zawiera bowiem wszystkie obciążenia pracodawcy związane z zatrudnieniem pracownika np. najwyższe z przytoczonych wynagrodzeń to 5593 zł (w rzeczywistości „na rękę” - 3963,84 zł). Najniższe, o którym wspomniano - 3305 zł to „na rękę” 2369,22 zł. Wynagrodzenie netto stanowi więc tylko 70,87 % wynagrodzenia brutto. Pracodawcy chcą wykorzystać zatrudnionego pracownika w 100 %, czyli maksymalnie.

Po drugie

Wiele osób zastanawia się dlaczego pracodawcy najchętniej zatrudniają pracowników, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Młodych ludzi wręcz nawołuje się do wykazania inicjatywy „wzięcia sprawy w swoje ręce”, a nawet wzięcia nieodpłatnej, bezzwrotnej pożyczki z EFS pod warunkiem przeznaczenia jej na założenie i rozwój firmy. W ten sposób pracodawca unika obciążeń, ponieważ składka emerytalna, zdrowotna itp., jest płacona przez pracownika (czyli na „dzień dobry” część tych pieniędzy wraca do budżetu).

Po trzecie

Były premier Donald Tusk zachęcał do inwestowania w Polsce przede wszystkim z uwagi na tanią tzw. „siłę roboczą”, co powodowało, że polscy szefowie nie widzieli powodu, aby wynagradzać wyżej niż ich zagraniczni odpowiednicy.

Po czwarte

Winne są „zaszłości” w postrzeganiu tego zawodu przez pracodawców. Polegają one na tym, że sekretarki zostały zamknięte w stereotypie dróżnika (gatekeeper), czyli osoby kierującej ruchem osobowym i telefonicznym w sekretariacie. Dostępne szkolenia są głównie związane z umiejętnościami miękkimi, które ocenia się na podstawie testów (co nie zawsze odzwierciedla zdobyte umiejętności). Pracodawca ma czyste sumienie, bo dba o rozwój zawodowy pracownika, ale jeśli rozwój zmierza nie w tym kierunku, to już sprawa pracownika. Zresztą z tego co widzę – przeciążone pracą sekretarki (czasami po 10 godzin dziennie) mają ograniczoną zdolność percepcji np. szkolenie odbywa się w zakładzie pracy w sobotę i niedzielę (szefowie wydzwaniają zadając różne pytania dotyczące pracy), a w poniedziałek znów do pracy i żadnej taryfy ulgowej.

Po piąte

Jeśli jest organizowane szkolenie „twarde” to w zakresie obsługi użytkowych programów biurowych i mnemotechnicznego pisania na komputerze. Oczywiście w minimalnym zakresie, bo nie warto inwestować. Lepiej kupić jakiś dodatkowy gadżet np. program, który automatycznie przekłada mowę na pismo. Rozmawiałam z osobami, które stosują takie programy. Przekład wygląda czasem tak jak „googlowe” tłumaczenie postów na Fb i trudno dopatrzyć się w nim jakiegoś sensu. Poprawianie takiego pisma trwa dłużej niż napisanie przez osobę biegle piszącą na komputerze.

Po szóste

„Zaszłości” w postrzeganiu tego zawodu, które leżą także po stronie polskich sekretarek i asystentek. Przyczyną jest to, że polskie sekretarki nie mówią dobrze o swojej pracy i o sobie. Czekają, aż ktoś to zrobi, ale chętnych brakuje. Przypomina to sytuację z rewelacyjnym produktem, który nigdzie nie jest dobrze reklamowany (popatrzmy na APAP, który jest na rynku od dziesięcioleci, a TV reklamuje go kilka razy dziennie). Mamy takie czasy, że trzeba „zaistnieć” (nawet skandalicznie), aby zostać dostrzeżonym. Swego czasu młoda dziennikarka próbowała mnie namówić na wywiad o molestowaniu w środowisku sekretarek (najlepiej z jakimś krwawym finałem). Wywiad miał być zamieszczony z okazji Dnia Sekretarki-Asystentki.

Po siódme

Trzeba wiele wysiłku wszystkich stron (sekretarek-asystentek, edukatorów, pracodawców, prasy i innych mediów), aby ten zawód uzyskał należną mu rangę. Ale kto to zrobi – sekretarki-asystentki nie mają czasu, pracodawcy - pieniędzy, media zajmują się polityką lub skandalami (jedno nie wyklucza drugiego). A może EUMA-Poland? Nie ma szans. Za granicą firmy wydają krocie na współpracę z EUMA-Europe, a każda firma szkoleniowa zostaje członkiem wspierającym i płaci roczną składkę, za możliwość korzystania z logo EUMA. U nas pracodawcy oszczędzają, a propozycje współpracy mogą się opierać na umowie barterowej - my promujemy szkolenie, a organizator ew. może obniżyć cenę szkolenia (tylko dla członkiń o 10%).

Na pewno jest jeszcze wiele innych przyczyn. Jeśli macie swoje przemyślenia – podzielcie się z nami.

Dr Halina Füchsel